Walia to kraj, który nie potrzebuje fajerwerków, by zachwycać. Pembrokeshire, leżące na jej zachodnim krańcu, to region, gdzie morze, wiatr i skały tworzą naturalną symfonię. Nie znajdziesz tu wieżowców ani kurortów z muzyką na cały regulator. Zamiast tego są klify, cisza i długie ścieżki, które prowadzą wzdłuż oceanu. To miejsce dla ludzi, którzy lubią chodzić. Dla tych, którzy zamiast robić zdjęcia, wolą patrzeć. Nie ma tu pośpiechu. Są za to małe porty rybackie i ukryte zatoczki. Pembrokeshire to „Walia w pigułce”– surowa, szczera i piękna.
Skorzystaj z Booking.com gdzie znajdziesz najlepsze hotele i apartamenty
Potrzebujesz samochodu podczas wakacji, zarezerwuj z Booking.com lub przez discovercars.com
Ciebie to nic nie kosztuje, a ja pozyskam środki na następne artykuły. Z góry Ci dziękuję!
Pembrokeshire Coast Path – raj dla piechurów
Największy skarb regionu to Pembrokeshire Coast Path – szlak pieszy ciągnący się przez około 300 kilometrów wzdłuż całego wybrzeża. Zaczyna się w Amroth, kończy w St. Dogmaels. Idąc nim, można zobaczyć Walię z tej najlepszej strony – dzikiej i nieujarzmionej. Trasa jest częścią sieci National Trails, więc wszystko jest dobrze oznaczone. Na drodze spotkasz ludzi z całego świata – wędrowców, artystów, fotografów. Nie ma znaczenia, czy idziesz 10 kilometrów, czy 100. Wszyscy mają ten sam cel: dotrzeć do miejsca, które zachwyca.
Po drodze trafisz na wioski takie jak Solva czy Little Haven, gdzie można napić się herbaty z mlekiem i zjeść ciepły scone prosto z pieca. Czasem spotkasz foki, maskonury albo delfiny. A kiedy wiatr przychodzi od morza, czuć sól na ustach. Na południu dominują strome klify i puste plaże, na północy krajobraz jest łagodniejszy, ale nie mniej piękny. Wielu podróżników mówi, że to szlak, który potrafi zmienić sposób, w jaki patrzy się na świat. Może dlatego, że wszystko tu sprowadza się do prostych rzeczy: słońca, wiatru i drogi pod stopami.
Klify, zatoki i dzika przyroda Walii
Jeśli przyjedziesz do Pembrokeshire, szybko zauważysz, że natura ma tu głos decydujący. Klify potrafią mieć po kilkadziesiąt metrów wysokości, a morze uderza o nie z potężną siłą. Pomiędzy nimi ukrywają się małe zatoki – często tak ciche, że słychać tylko mewy. Jednym z takich miejsc jest Barafundle Bay. Nie dojedziesz tam samochodem. Trzeba dojść pieszo przez wydmy i pastwiska. Ale gdy już się dotrze – widok zapiera dech. Plaża wygląda jak z folderu, tylko że prawdziwa. Woda jest turkusowa, piasek jasny, a wokół tylko klify.
W pobliżu są też inne perełki – Freshwater West, znane z filmu o Harrym Potterze oraz Marloes Sands, gdzie skały tworzą naturalne amfiteatry. Dla miłośników natury obowiązkowym punktem są wyspy Skomer i Skokholm, na których żyją tysiące ptaków. W sezonie wiosenno-letnim można tam zobaczyć maskonury z bliska – symbol walijskiego wybrzeża. Nie ma tu nudy nawet przy kiepskiej pogodzie. Mgła, wiatr i deszcz tylko dodają uroku krajobrazowi.

Zamki i miasteczka pełne historii
Choć główną atrakcją Pembrokeshire jest przyroda, nie można zapominać o historii. W końcu to kraina, w której każdy kamień ma swoje lata. Najbardziej znany jest Zamek Pembroke, wzniesiony w XI wieku. W jego murach urodził się Henryk VII, pierwszy król z dynastii Tudorów. Dziś z murów widać rzekę i stare miasteczko – obrazek jak z pocztówki.
Nieco dalej leży Zamek Carew, dziś już w ruinie, ale wciąż robi wrażenie. Obok stoi kamień celtycki z IX wieku – symbol dawnych czasów, kiedy Walia była krainą wojowników i druidów.
Warto też zajrzeć do St Davids – najmniejszego miasta Wielkiej Brytanii. Ma katedrę, kilka pubów i atmosferę, jakiej nie da się kupić. To duchowa stolica Walii, ale też świetny punkt wypadowy na wędrówki. Nieopodal leży Whitesands Bay, jedna z ulubionych plaż surferów.
A jeśli ktoś woli barwy i zgiełk, powinien odwiedzić Tenby. Kolorowe domy, port i zapach ryby z frytkami unoszący się nad promenadą – klasyka brytyjskiego wybrzeża w najlepszym wydaniu.
Jak zaplanować wędrówkę po wybrzeżu?
Wędrówka po Pembrokeshire nie wymaga wielkich przygotowań, ale warto mieć plan. Najlepszy czas na piesze szlaki to maj – wrzesień. Dni są długie, a pogoda znośna, choć parasol nigdy nie zaszkodzi. Jeśli chcesz przejść cały Pembrokeshire Coast Path, zarezerwuj około 14 dni. Ale nawet 2–3 dni pozwolą poczuć klimat. Dla początkujących świetny jest fragment od Barafundle Bay do Manorbier, a dla bardziej ambitnych – odcinek w rejonie Cardigan Bay.
Na trasie nie brakuje noclegów: są schroniska, pensjonaty i kempingi z widokiem na ocean. Wiele firm oferuje transport bagażu między noclegami, więc można iść z lekkim plecakiem. Wieczorami można usiąść w lokalnym pubie, zjeść rybę z frytkami i pogadać z mieszkańcami. Walijczycy są otwarci, choć z dystansem. Ale po drugim kuflu piwa rozmowa idzie gładko.
Do Pembrokeshire najłatwiej dojechać z Cardiff – samochodem zajmuje to około trzech godzin. Pociągiem można dotrzeć do Haverfordwest lub Tenby, a stamtąd autobusem. Warto pamiętać, że komunikacja publiczna działa tu w rytmie Walii – powoli, ale pewnie.
Pembrokeshire to nie jest miejsce, które się tylko zwiedza. To miejsce, które się zapamiętuje. Kto raz tu był, wraca. Bo ta część Walii ma w sobie coś szczerego – brak pośpiechu, naturę, która nie potrzebuje filtrów, i ludzi, którzy potrafią cieszyć się prostymi rzeczami. Kiedy więc ktoś zapyta, gdzie w Wielkiej Brytanii można jeszcze poczuć prawdziwy spokój, odpowiedź jest prosta: na walijskich klifach Pembrokeshire, tam, gdzie kończy się ląd, a zaczyna morze.
Autor: Magdalena Łydka

